Index Podania

Diabelski wóz
pod
ATANAZYNEM
Spis kamieni

Razu pewnego szoroko znany Pan Twardowski, mistrz wiedzy tajemnej co zaprzedał duszę diabłu, musiał się z Krakowa do Nakła nad Notecią udać. Użył mocy swoich by diabły mu powóz i konie załatwiły. Gdy powóz przyjechał zaprzężony w cztery kare konie z woźnicą na koźle Twardowski zaraz zobaczył, że zarówno woźnica jak i konie to diabły. Zapakował manatki do powozu i ruszyli z szatańskim pędem, by rano być na miejscu. diabły zaprzęgnięte do powozu momentalnie na Śląsku się znalazły a i droga dzięki tej szybkości zdawała się znacznie krótsza. Sam mistrz Twardowski nim się spostrzegł już minęlim Leszno, Węgrowiec. Droga prowadziła przez Szamocin, bo w owym czasie jedynie ta grobla przez Bagna Noteckie istniała. Przed północą czarci pojazd zwolniwszy nieco wpadł do wsi Atanazyn. Pan Twardowski nie pomny na to, że diabły karocę ciągną a i ona sama diabelskiego pochodzenia, widząc kaplicę na brzegu wsi przeżegnał się i wymówił boskie imię. Wówczas straszne rzeczy zaczęły się dziać: jęki się rozległy, zahuczało, błysnęło i zamiast miękkiego siedziska w karocy, Twardowski poczuł, że siedzi na twardym kamieniu. Diabły przestały być końmi a wóz w kamień wielkisię zamienił. Twardowski tylko poczuł zapach siarki i ujrzał jak czarcie ogony błyski po bagnach rozsiewały, by przed północą zniknąć w Noteckich Błotach i samego Twardowskiego w polu zostawić. Na pamiątkę tego zdarzenia ludność miejscowa nazywa ów wielki kamień "Diabelskim Wozem".



Smętek i kamień
w BISZTYNKU
Spis kamieni



Diabelskim sposobem diabeł Smętek dowiedział się o tym iż w Bisztynku pobożny lud polski postanowił zbudować świątynię. By temu zapobiec poleciał w te pędy hen daleko do Afryki po wielkie głazisko, którym to miał w zamyśle zburzyć kościół i pogrzebać w jego ruinach proboszcza. Lecz droga do Afryki daleka a i z powrotem karczm wiele toteż w Bisztynku kościół zbudowali i poświęcili. Widział Smętek już kościół i strach go ogarnął, bo ksiądz podnosił monstrację i nagle usłyszał donośny głos księdza błogosławiący mieszkańców Bisztynka i okolicy, naten czas diablisko ze wszystkich sił opadło, głaz mu się z łap wysunął i niedaleko dworca kolejowego spadł. Wbił się w ziemię i leży do dziś, dając świadectwo boskiej potęgi.



Diabla dziura
w BUKOWCU
Spis kamieni



Głęboko w trzewiach ziemi diabły gromadzą skarby wszelkiego rodzaju oraz worki pełne złotych monet. Cały rok zajmują się ich pilnowaniem by kto im przez diablą dziurę nie wykradł. Jedyny dzień w roku kiedy diabelce na krótko skarbów nie pilnują to palmowa niedziela, bo wtedy diabły idą pod kościół słuchać co to ksiądz o nich mówi. Nawet najstarsi ludzie niepamiętają by jakiś śmiertelnik chcący diabłom skarby ukraść, powrócił żywy z diabelskich skałek. Podobno by czarnych okpić i skarby przywłaszczyć trzeba się bardzo spieszyć i nie brać za wiele bo wtedy biec nie można i wspinaczka po skałach nie idzie. Trzeba uważać by chciwość umysłu nie zaćmiła. Gdy diabły kogoś na kradzieży przyłapią łeb mu urwą i do diablej dziury spowrotem wrzucą. Wychodząc spod ziemia razem ze skarbami za nic oglądać się nie wolno bo wszystko stracone, ale mimo tych rad jeszcze nikomu się nie udało.



Diabelski kamień
w DOBCZYCACH
Spis kamieni



Niegdyś czarownica z diabłem nad brzegiem rzeki Raby w głębokim lesie niedaleko wsi Brzozowa mieszkała. Pewnego dnia drogą przez las przechodził muzykant wracający z wesela, niosąc instrument na grzbiecie. Napotkał go diabeł a gdy basy zobaczył kazał sobie grać do tańca. Zaczął hulać i kręcić się, zaś muzykantowi za każdą piosenkę wrzucał dukata do basów. Cały dzień i noc tańcował a gdy pierwszy kur rano zapiał przykazał diabeł muzykantowi dukaty wydać na tylko na siebie i na swoją rodzinę. Przez wiele lat basista wraz z żoną dukaty na siebie tylko wydawali aż w końcu zlitowali się nad zakonnikami, którzy budowali klasztor. Kupowali różnegorodzaju towary potrzebne do budowy i składali u siebie na podwórzu, a kiedy przychodzili zakonnicy po prośbie dawali im wozy pełne materiału na budowę. Z darowizn basisty i jego żony powstał piękny, wielki klasztor. Na wieść jak to klasztor powstał czarownica zaraz diabłu doniosła jaki to basista sposób wymyślił by wspomóc budowę klasztoru diabelskim grosiwem. Diabeł już leciał basiście urwać łepetynę ale przecież on dukatów nie dawał, więc umowa nie została złamana. Postanowił więc czart klasztor rozwalić. Pomiędzy chmurami poleciał w góry Karpaty i wybrał największe głazisko jakie tylko mógł udźwignąć. Pędząc z powrotem prawie lądując przy klasztorze usłyszał kościelny dzwon. Dźwięk kościelnego dzwonu wypalił mu czartowskie uszy, wstrząsnął ciałem paskudnika i diablisko straciło całą swoją siłę. Głaz spadł na ziemię akurat tam gdzie przed laty cały dzień i całą noc czart przy weselnym grajku tańcował. Bezsilny diabeł spadając z wysokości na głaz wrył się kopytami głęboko. Gdy zlazł na ziemię, chciał rzucić nim w kościół ale tylko pazury wbijały się w twardą skałę. Nie miał mocy by go podnieść. Z rozpaczą przytulił się twarzą do kamienia i pozostawił jej odcisk. Kamień z trzema znamionami diabła (kopytami, pazurami, twarzą) można oglądać do dziś.



Purtik i kamień
w DOMATOWIE
FotografieSpis kamieni



Przekazy rodzinne głoszą iż głaz ten na swym grzbiecie ze Szwecji Purtik przyniósł. A było to tak. Na terenie gdzie Purtik mieszka stoi kościół parafialny w Mechowej. Pobożni Kaszubi chodzą do niego co niedzielę i po mszach nie ma w nich zawiści ani złości przez pierwsze trzy dni tygodnia. Są dobrzy i uprzejmi i do grzechu nieskorzy. Oberwało się za to Purtikowi od władcy piekieł nie raz. Zawziął się więc i postanowił świątynię zniszczyć. Dumał długo jak to zrobić, chciał ją zburzyć ale nie miał czym. Będąc kiedyś hen w Szwecji dalekiej zobaczył ogromne głazy, które mu się zdały właściwe do zburzenia kościoła. Wziął jeden ogromny trochę dla niego ciężkawy i poniósł na plecach z powrotem do kraju. Droga była długa i daleka więc zmęczył się mocno a na dodatek rozbolała go noga. Gdy był już blisko Mechowej położył głaz na ziemi. Zdjął buta a gdy zobaczył, że jest zepsuty zaczął go reperować. Ponieważ było to dla diabła ciężkie zajęcie praca trwała dość długo. Nim się Purtik zoriętował północ minęła. Brał już głaz z powrotem w łapy gdy kur zapiał dźwięcznym głosem. Słysząc to zrozumiał, że to koniec już jego bytności na ziemi i z wściekłością zaczął drapać głaz bo moc diabelska ustąpiła i nie mógł go podnieść. Ale tylko rysy i szczeliny z pazurów powstały kopnął więc go jeszcze kopytem i uciekł do piekła.



Boruta i kamień
w GRÓDKU
FotografieSpis kamieni



Nigdyś gdy puszcze i lasy były jeszcze trudno dostępne a o pociągach i samochodach nikomu się jeszcze nie śniło w głębi Borów Tucholskich diabelski wojewoda Boruta dzikie łowy i orgie prowadził. Ludność okoliczna cierpiała z tegoż powodu bo z boru żyła a przez Borutę lasy pustoszały. Nie dość, że zwierza straszne ilości polował to jeszcze towarzystwo jego przez tydzień a i dłużej spokoju całej okolicy nie dawali. Wszystkim zalazł taki gospodarz za skórę ale wiedzieli, że to diabeł i ze strachu bali się zrobić cokolwiek. Pewnego roku pod koniec lata do kościoła w Dulsku przybył nowy Wikary. Gdy utyskiwań się nasłuchał o tym co się w borze dzieje procesje do lasu poprowadził. Wyświęcił las cały i dzięki temu zło do lasu wstępu nie miało. Skończyły się Borucie polowania i inne swawole. Rozwścieczony Boruta popędził jak wicher między chmurami do Szwecji po ogromny kamień. Przywlókł go z tamtąd by rzucić go w koryto rzeki, by zrobić wielką powódź i wszystkich potopić. Ludzi kogut uratował. Zapiał z rana i czarta mocy piekielnych pozbawił. Boruta klnąc i groźby rzucając kamień upuścił i musiał z zamiaru zrezygnować by się do piekła udać. Kamień upadł szczęśliwie w środek lasu i nikomu krzywdy nie zrobił. Leży tam po dziś dzień.



Spryciarz
z JAKUNÓWKI
Spis kamieni



Dwa wieki temu albo i lepiej żył w Jakunówce chłop bogaty co dobrze mu się działo. Nawet gdy w całej wsi bieda gościła u niego nigdy niczego nie brakowało i grosiwo zawsze było. Nieraz chłopi podpytywali go skąd pieniądze bierze, że w dostatku żyje. On tylko wzruszał ramionami pod wąsem się uśmiechał i odpowiadał, że diabli mu dali. Słysząc taką odpowiedź każdy kto pytał uśmiechał się z niedowierzaniem i zawiedzony a czasem i zły wracał do swojej roboty. W końcu Spryciarz, bo tak zwał się ów chłop zmęczony ludzkimi nagabywaniami postanowił całą sprawę jasno wszystkim przedstawić. Sprosił wszystkich mężczyzn ze wsi a i dzieciaków parę poszło na leśną polanę obok wielkiego kamienia. Nakazał widowni schować się za drzewami i patrzeć skąd pieniądze bierze. Gdy wszyscy się pochowali podszedł do kamienia ozdobne karty z kieszeni wyjął i zaczął je tasować. Zamiast zwykłego szelestu karty dziwnie głośno i niesamowicie trzeszczeć zaczęły, aż wszystkie ptaki w okolicy do lotu się zerwały i gdzieś odfrunęły. Ludziskom włos na głowie się zjeżył a po chwili niewiadomo jak i skąd dziwna osoba podeszła do Spryciarza. Ten nic nie mówiąc rozdał karty a kreatura szybko je zebrała i zaczęła się gra. Z drobnych znaków i niesamowitości chłopi domyślili się, że Spryciarz z samym diabłem gra w karcięta. Trudno z resztą było nie zobaczyć małych rogów wystających z rozczochranej czupryny, kawałka ogona wystającego spod kapoty i wielkich pazurów w łapach trzymających karty. Rozgrywka bystro się toczyła co rusz to diabeł złote dukaty z kieszeni wyciąga i na kamieniu kładzie. A gdy był ich już spory stosik Spryciarz końcową rozgrywkę zarządza. Diabeł mu przytaknął i karty na kamień rzucili. Zatrzęsło się od wielkiego huku i niejeden z obserwujących z ukrycia chłopów pobladł mocno. Aż tu naraz diablisko rzuciło kartami o ziemię i jak z całej siły nie przywali z całej siły łapą w kamień, aż się iskry posypały i wszystkie drzewa w lesie zatrzęsły. Spryciarz nic se z tego nie robił, tylko zebrał dukaty z kamienia i tyle. Gdzieś z daleka, pewnie z Kut echo przyniosło dźwięk dzwonu na ten czas diabelska postać się rozpłynęła. Przerażeni chłopi weszli na polanę i głaz oglądali, a tu w głazie twardym przeokropnie diabla łapa z pazurami odciśnięta. Nie przeszło im jednak podglądanie na sucho bo wielu było takich co w ciągu godziny podglądania posiwieli ze strachu pewnie. Nikt już nigdy Spryciarza o źródło pieniędzy nie pytał, wszyscy wiedzieli że potrafi on nawet czarnego w karty ograć, tylko nie wiadomo jak on to robi.



Kamień
w miejscowości
KAMIEŃ
Spis kamieni



Za czasów Bolesława Krzywoustego na Pomorzu Zachodnim szerzono wiarę chrześcijańską i wprowadzano nowe porządki. Szło to opornie bo lud miał swoje wierzenia i stare tradycje. W nawracaniu na nową wiarę pomagał biskup Otton, dawny kapelan ojca Bolesława Krzywoustego. Postanowił w okolicy obecnej miejscowości Kamień katedrę postawić. Zebrawszy garstkę ludzi począł budować. Gdy diabeł to zobaczył, aż trząść się ze złości zaczął, jak to możliwe by u niego coś takiego stawiali. Skoczył do Szwecji i przytachał głazisko przeogromne by zniszczyć osadę. Ludzie w niej mieszkający byli jednak prości, uczciwi i dobrzy, nie szukali zwady i zło odrzucali. Za to dobre duchy w które ich ojcowie wierzyli zlitowały się nad nimi i ciemność sprowadziły, że diabeł nie mógł wypatrzeć. Zniechęcony cisnął kamień w wodę niedaleko wyspy Chrzączewskiej. Ciskał i mniejszymi kamieniami ale ani razu nie trafił a kamienie leżą w zdłuż brzegów Dźwiny i dają świadecto temu zdarzeniu. Pobliska osada Kamień została nazwana od największego z głazów.



Zakład
w KRYSTKOWICACH
Spis kamieni



Pewnego dnia diabeł do Pana Boga w niebie zawitał i stawia mu zarzut, że jest silniejszy. Rozbawiony Pan Bóg zażartował, że nie jest diabłu w stanie siłą sprostać. Na to diabeł w swej głupocie Panu Bogu zakład proponuje aby kamieniami co leżą na ziemi w dal rzucać. Ze wzgórza koło Kożuchowa potężnymi kamieniami rzucać mieli. Diabeł jako rzekomo silniejszy rzucał pierwszy. Kamień jego zachaczył o wieżę kościoła i spadł, widząc to diabeł kopnął go i głaz potoczył się trochę jeszcze. Nic to jednak diabłu nie pomogło, bo któż może się równać z boską siłą? O przegranej diabła świadczy tylko ślad kopyta odciśnięty w granicie.



Most Purtika
na
Jeziorze
Kamiennym
FotografieSpis kamieni



Na Kaszubach przy jeziorze Kamiennym leży piękna wioska. Kiedyś w wiosce tej mieszkał bogaty gbur wraz z żoną i dzieciakami. Mimo bogactwa jakie posiadał był chciwcem i leniem co niemiara. Pole jego znajdowało się po drugiej stronie jeziora i stanowiło dla niego wielki problem gdyż musiał wcześnie wstawać by rano się na nim znaleźć. Ciągle myślał o zbudowaniu mostu prowadzącego na drugą stronę jeziora. Szkoda mu jednak było grosiwa na jego budowę. Którejś nocy wymyślił, że diabeł by pieniędzy za budowę mostu nie wziął. Tylkom o tym pomyślał a tu zatrzeszczało, siarką zaśmierdziało i do okna diabeł zapukał. Przestraszył się gbur okropnie lecz drżącą ręką okno otworzył. Diabeł wskoczył i powiada:
- To ja Purtik most ci zbuduję, tylko mały podpis krwią z serdecznego palca złuż na cyrografie.
Gdy przerażony gbur się wahał diabeł zaczął zachwalać:
- Ten most będzie najlepszy na świecie, z wielkich kamieni i dębowych pali, deski z buczyny i ozdobne balustrady. Nie tylko będziesz szybciej na polu ale i sąsiedzi za przejazd będą płacić
Podpisał gbur cyrograf na pergaminie. Całemu zajściu przypatrywała się przez dziurkę od klucza żona gbura. Przeżegnała się trzy razy i zaczęła zachodzić w głowę jak tu męża duszę od piekielnego ognia uchronić. Przypomniała sobie jak jej babka mówiła, że umowa z diabłem nieważna gdy diabeł roboty nie skończy do piania koguta. Poczekała aż Purtik z chaty wyszedł i poszedł do roboty, głaz łańcuchem zaczepił i zaczął ciągnąć. Wpadła do kurnika, koguta wyrzuciła za ogon na dwór aż wrzasku narobił. Mimo iż ciemno jeszcze było, kogut zaczął piać a inne za nim. Piekielnik to usłyszał i ostatkiem sił kamień na wioskę cisnął ze złości, że mu dusza umknęła. Kamień upadła na brzegu jeziora i do dziś można zobaczyć szczelinę w której łańcuch był zaczepiony.



Zniszczony zamek
w MRUKOWEJ
Spis kamieni



Niedaleko Gorlic jest wieś Mrukowa. Stał tam kiedyś zamek, któy należał do króla Mruka i jego żony Magury. Król Mruk prowadził wojny z sąsiadami i w jednej z tych wojen w czasie ucieczki został zabity w Rokitach. Po śmierci męża na zamku rządziła jego żona. Co ona wyprawiała tego nie wiadomo. Jednak dziwnym trafem, którejś nocy gdy diabły nad chmurami olbrzymi kamień taszczyły by zburzyć kościół w Samoklęskach, kamień ten spadł na Mrukowski zamek i go zniszczył. Podobno to kur zapiał jak diabły nad zamkiem przelatywały i moc się im skończyła by kamień dalej przenosić. Ale jak to było tego nie wie nikt za to kamień leży na zamczysku do dziś.



Stojący kamień
w ODARGOWEJ
FotografieSpis kamieni



Butny i zarozumiały diabelec co pysznił się swą siłą raz się założył że nim trzeci kur zapieje głaz leżący w szczerym polu siostrom zakonnym z klasztoru w Żarnowcu na dziedziniec rzuci. Niczym mistrz sportowy jednym ruchem podniósł go w górę i szczycząc się swą siłą na najmniejszym szponie swej łapy zaczął się nim bawić. Kręcąc hołubce i inne figury z nonszalancją wielką nie śpiesząc się wcale, podążał w przestworzach w stronę Żarnowca. Był tak zapatrzony w siebie i w swoje wyczyny, że kur zdążył zapiać nim dotarła na miejsce. Zgodnie z zakładem mimo wściekłości chcąc nie chcąc musiał głazisko odnieść na poprzednie miejsce, gdzie można go oglądac po dziś dzień.



Krzyż
na OWŚNICKIM
głazie
Spis kamieni



Na Owśnickim głazie umieszczony jest krzyż żelazny, do płoszenia czarownic, które tam dawniej odbywały sabaty, czyli spotkania z diabłem Purtikiem. Jedni twierdzą, że krzyż został umieszczony tam po to, by płoszyć czarownice, by nie zbierały się tam na sabaty. Drudzy twierdzą, by unieszkodliwić diabła, który zrobił sobie tam legowisko i nie wypuścić go tym samym z tego kamienia.     Pewien złośliwy Purtik miał lecieć z tym głazem dźwigniętym w Lipuskich lasach, do Gdańska, by zawalić nim wejście do miasta przez Bramę Wyżynną, spieszącym na odpust Św.Dominika. Źle jednak wyliczył sobie czas i z nastaniem świtu musiał lądować właśnie koło Owsinic, bo tam zastało go pianie kogutów. Nie miał gdzie się skryć przed idącymi ludźmi na odpust, którzy śpiewali godzinki i wszedł w kamień . Ale jak to każdy diabeł jest pechowcem, tak i tego zobaczył gbur z pobliskich pustek. Zobaczył Purtika kręcącego się przy wielkim głazie i pomyślał, ze to na pewno jakaś nieczysta sprawa. Gdy podszedł do głazu Purtika już tam nie było. Pełen podejrzeń spróbował głaz rozłupać. Kiedy okazało się, że to jest niemożliwe, natychmiast poznał, że to sprawa diabła. Wiedział z kim ma do czynienia i jak należy postąpić. Szybko więc na kamieniu, jeszcze tego samego dnia postawił żelazny krzyż i tym samy unieszkodliwił Purtika. I tak to już na wiek wieków pozostało.



Diabelska tama
w PELPLINIE
FotografieSpis kamieni



Nie spodobało się diabelcowi co pomiędzy Nogatem i Leniwką w miejscowości Piekło miał swoje legowisko, że nieopodal jego legowiska w Pelplinie cystersi zaczęli budować kościół wraz z klasztorem. Myślał stale jakby im w tym przedsięwzięciu przeszkodzić. Co by tu zrobić by świątynia Boża nigdy nie powstała. W czasie budowy jak mol to przeszkadzał. To wiatrem dmuchnął, że rusztowania wszystkie się połamały, to deszcze, to znów śnieg sprowadził, żeby utrudnić budowniczym wznoszenie świątyni. Jednak to nic nie pomagało i świątynia coraz bardziej w gorę rosła. Czym było bliżej do ukończenia kościoła tym diabelec miał do niej mniejsze dojście. Aż wreszcie świątynie wybudowano i do nowego klasztoru sprowadziło się więcej księży cystersów i ich pomocników braciszków. Diabelec postanowił kościół i klasztor zniszczyć. Zaczął szukać wielkiego kamienia, żeby nim przybytek Boży rozwalić. Nigdzie na Pomorzu tak wielkiego nie mógł znaleźć co by sprostał diabelca zadaniu. Postanowił do niedalekiej Szwecji się udać, gdzie różnej wielkości głazów leżało co niemiara. Wybrał tam odpowiedni kamień i dźwigał chmurami do Polski. Kiedy już był w pobliżu Pelplina usłyszał nagle donośny dźwięk dzwonów, który wzywał wiernych na uroczystość wyświęcenia świątyni. Diabelec tym dźwiękiem tak się przestraszył, że porzucił głaz niedaleko kościoła i uciekł do swojego Piekła. Kamień upadł blisko rzeki Wierzycy na wzgórek i stoczył się w jej koryto, w którym spoczywa do dzisiaj. I w taki to sposób dzwony kościoła cystersów uratowały świątynie i wypłoszyły diabelca z miasta po wsze czasy.



Góra z kamieni
w SŁAWOSZEWIE
Spis kamieni



Raz kiedyś Boruta zakochał się w pewnej pannie. Naopowiadała mu ona jakoby karczmę w Tumie mieli stawiać. Boruta chcąc się pannie przypodobać zaczął nosić kamienie na budowę owej karczmy. Nie wiedział on jednak, że kościół mieli budować a panna go okłamała. Gdy krzyż na budowli zobaczył wściekł się okropnie i chciał łeb jej urwać ale ona w kościele się skryła. Nazbierał więc ogromną ilość kamieni chcąc kościół zasypać a że zbierał długo nastał ranek. Kogut zapiał gdy leciał nad Sławoszewem i Boruta stracił swą czarcią moc. Gdy kamienie spadły na ziemię, powstała z nich duża góra na której mieszkańcy zbudowali kościół.



Jak Smętek
kościół w TYCHOWIE
budował
Spis kamieni



Pewnego lata dziedzic Tychowski wezwał do siebie murarza i nakazał rychłą budowę kościoła, zaś zapłacić miał po skończonej robocie. Biedny murarz nie miał wyjścia i musiał się zgodzić. Przygnębiony rozważał, że życia mu zabraknie do wybudowania by samemu kościół wybudować a i że rodzina z głodu by cierpiała. Nagle pojawił się przed nim potężnie zbudowany młodzian twierdząc iż zna murarkę jak mało kto i kościół rychło we dwóch wybudują. Bidny murarz widział kopyto ukrywane przez młodzieńca a i żądanie zapłaty w postaci podpisu krwią złożonego wyjaśniło mu iż to diabeł Smętek przed nim stoi. Z jednej strony bieda gniecie z drugiej stracę duszę, co tu robić ? - myślał. Cóż było robić, cyrograf podpisał ale zastrzegł sobie, że kościół do następnego ranka nim pierwszy kur zapieje ma być skończony. Dwoił się Smętek i troił by duszyczkę wedle umowy pozyskać, nawet kuzynów zwołał żeby robota szybciej szła. Mury szybko rosły i budowa była by skończona ale biedny murarz okpił diabelca. Wziął nocną latarnię i poszedł po północy do chlewika gdzie kogut spał. Narobił hałasu a kogut zobaczywszy jasne światło zaczął piać. Słysząc kura Smętek zrozumiał, że został okpiony, zezłościł się bardzo i wzbił się w niebo i poleciał do Szwecji za morze bo tam wiele ogromnych kamieni. Wybrał największy i podczas drogi powrotnej myślał jak by tu kościół głazem zburzyć ale diablisko przeliczyło swe siły. Po całonocnej murarce łapska mu drżeć zaczęły i w kościół nie trafił, głaz wylądował tam gdzie teraz leży i tylko odcisk diabelskiej łapy w nim odciśnięty świadczy, że ta opowieść jest prawdziwa.